Słowa są dla mnie ważne. Są symbolami określającymi ważne etapy w moim życiu i te zwykłe proste sprawy
RSS
czwartek, 17 maja 2012
klątwa

Przyznawać się natychmiast, kto mię przeklął siarczyście!!! Kto półgębkiem mamrotał, że ta Berberys to jakaś Panu Bogu nie meldowana i lewą ręką popa chrzczona? Kto życzył mi kurzajek na nosie, tyłozgięcia macicy i parchatego języka? Kto w końcu na głos wypowiedział słowa: A żeby ją pokręciło!

Informuję owegoż, że ostatnie życzenie stało się rozkazem.

Skręciło mi szyję i rzecz, o której dotąd czytałam w literaturze na temat odczyniania uroków, stała się moim udziałem. A było tak:

Położyłam się grzecznie spać. Śniło mi się, że mam randkę z jakimś wysokiej klasy belmondem i koniecznie muszę wydepilować nogi. Z braku narzędzi tradycyjnie używanych w tym celu, zabrałam się za robotę takim interesem do krojenia sera - rozpiętym na pałąku drucikiem bardzo mocno naprężonym. Dojechawszy do miejsc strategicznych rozmarzyłam się na temat randki i jej przebiegu. Grzeszyłam bardzo myślą, mową i uczynkiem i ... zadzwonił budzik.

Wstałam i okazało się, że za jasny gwint nie mogę odwrócić głowy w lewo. Próbowałam kilka razy - nic. Gdzie tam nic!!! Ból okrutny. Mogę tylko w prawo.

Zatem - albo natychmiast sprawca odwoła urok, albo zacznę tu na blogu uprawiać egzegezę pism św. Tomasza, nauki św. Teresy patronki dziewic i Dunsa Szkota. Koniec opowiastek o randkach, stosunkach damsko-męskich  i podśmiechujek z absurdów. Psalmy będą. I przedruki Gazety Polskiej. Pokuta taka za grzeszne myśli.

Raz dwa mi odczyniać moją szyję, grzecznie proszę, bo jak nie - to wiecie - my, ci z prawicy (choćby szyjnej) nie znamy granic ni kordonów :) A na lewo nawet splunąć nie będe dała rady, bo się nie mogę odwrócić ;))) Odczyniać, ale już!

06:53, czerwonyberberys
Link Komentarze (39) »
środa, 16 maja 2012
suchy łokieć

Moja B. jest piękną dziewczyną. Każda pięciolatka marzy, żeby zostać taką czterdziestką. Uśmiechnięta, super zadbana, z tych, co dobrze wyglądają w skórzanej kiecce i z pejczem oraz w sukienuni w kwiatki i różową opaseczką we włosach. B. jest kobietą, która swoje w życiu przeszła, ale nie przeżuwała tego, jak wołową podeszwę, tylko odebrała lekcję i dalsze swoje losy ułożyła po swojemu.

Otóż moją B. dopadła namiętność. W postaci wysportowanego, pięknie zbudowanego A. Gość jest po 40-stce, rozwiedziony, od dawna bez kobiety na stałe. W mojej głowie od razu alarm - wybrakowany jak nic, musi coś mieć nie halo, bo taki towar luzem na deficytowym rynku nie ma prawa zalegać na półce, chyba, że ma urwaną nóżkę.

Tę nóżkę A. akurat miał w porządku. Świadczył na rzecz B. tak wysokiej jakości usługi seksualne, że B. ze trzy dni dochodziła do siebie po spotkaniu. A. wykazywał poczucie humoru, inwencję w organizowaniu ich wspólnych dni, mówi, że kocha, że żyć nie może i gotów świat wywrócić do góry nogami. Bajka po prostu :). 

No niestety gorzej z B. Jego zdaniem bowiem:

- B. postępuje bardzo, bardzo, bardzo źle pijąc coca-colę. I on jej tej coli nie kupi, bo pojawienie się coli w jego towarzystwie zagraża bezpieczeństwu państwa co najmniej

- B. jest winna temu, że po imprezie u znajomych ona poszła spać, a on w imprezowym szale poszedł o szóstej rano w miasto. Powinna go zatrzymać, a udawała, że śpi. Podła

- B. nie lubi multiwitaminy, którą on ją raczy każdego ranka. Niewdzięczna

- B. powie coś, co mu się nie spodoba i on przez nią nie może spać całą noc. Bezduszna

a teraz najlepsze:

- B. ma suchy łokieć. Cała jest piekna, ale ten suchy łokieć...

Moim osobistym zdaniem, wszystko inne to ..uj. Za ten cholerny suchy łokieć należy ją po prostu zabić ;)

06:34, czerwonyberberys
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 14 maja 2012
sezon na Missie

Jak kraj długi i szeroki mamy festiwal wyborów Miss. A to miss ziemi pińczowskiej, a to Polonia, a to nastolatek, powiatu krotoszyńskiego i przemysłu mlecznego. Zatem każda długowłosa dziewoja, której Bozia dodatkowo podarowała więcej niż metr siedemdziesiąt wzrostu, leci pokazywać, co na tych prawie dwóch metrach bieżących posiada.

Możecie mnie śmiało zlinczować, ale uważam wybory miss za największą tandetę świata. I nie pomaga Sun City i transmisja na 100 krajów galaktyki. Jest to obciach, prymitywna rozrywka dla orangutanów i ich samic. 

Wybory miss organizowane są chyba dla podtrzymania tradycji targów niewolników. Albo ewentualnie jako lekcja soft porno dla nieletnich. Nie ma nic pięknego w wyfiokowanych dwudziestolatkach paradujących przed publisią. Już sam fakt wyjścia na scenę i pokazywania się jak klacz - jaka jestem ładniutka - jest obrzydliwy. Bo na scenę wychodzi się po coś, fakt prezentacji pośladków, jakos mi się w tym "po coś" nie mieści. A publisia klaszcze i się zachwyca. Gdyby ta sama dziewczyna wyszła w ginekologicznej mini na miasto, ta sama publisia okrzyknęłaby ją kurwą. A tu proszę - widać kawałek cycka - ale czad!

I te koronkowe gacie, i pióra we włosach i skrzydła z dziecięcej choinki, doszyte do stanika. Pozy modelek Hustlera i wydęte usteczka. A jury ocenia - 2 cm w biodrach za dużo - won. Miarka, jak do zbierania ślimaków winniczków, mieścisz się? - lądujesz na stole i będą cię konsumować. Obyś tylko nie zapomniała powiedzieć, że jesteś na świecie, by nieść pokój i zajmować się ekologią.

Obrzydliwe widowisko. Długonogie przedmioty i ocena, według tych samych kryteriów, według których wybiera się komodę do przedpokoju. Bo nawet przy wyborze roweru bierze się pod uwagę więcej zmiennych.

To ja już wolę disco polo i wrestling razem wzięte. Serio. 

06:54, czerwonyberberys
Link Komentarze (40) »
niedziela, 13 maja 2012
życie w grze

W piątek i sobotę miała prapremierę gra symulacyjna, którą wymyśliłam. Matko Ziemio, Pawrati i inne Kali, Ateny, leśne stwory, krasnoludy i elfy - nakładajcie fartuchy i kręćcie papiloty, zostajecie przy garach. Od dziś boska jestem JA.

Każdy chyba grał w Monopoly. Takie gry jak Monopol od symulacji różnią się tym, że w nich decyduje kostka. Los. W mojej grze o wszystkim decyduje gracz. To gra decyzyjna, w którą gra się 2 dni z wypiekami na twarzy.

Zatem ogłaszam koniec szkoleń prowadzonych za pomocą gadającej głowy. Zaczyna się era super fun'u ;)))

Zawiedli mnie trenerzy, którzy testowali grę. Już nikogo nigdy nie będę uczyć fachu za darmo. Wiedzieli dużo wczesniej, że szkolenie trenerskie będzie trwało do 17-tej. A jak uczestnicy zwykłych szkoleń negocjowali - a może do 16-tej? a może schowamy sie w studni? Daję ci człowieku mega narzędzie szkoleniowe, uczę cię za darmoszkę, żebyś mógł korzystać z mojej licencji - to nie piernicz mi chłopaku o tym, że musisz piersią nakarmic dziecko. Następni będą bulić. Tych potraktowałam jak testerów.

Ale gra jest rewelacyjna, efekty lepsze niz się spodziewałam. Teraz tylko to skomercjalizować :) Czyli najtrudniejsze przede mną ;)

18:46, czerwonyberberys
Link Komentarze (22) »
sobota, 12 maja 2012
Romantyk reaktywacja

Padłam z wrażenia, śmiechu i czego tam jeszcze, co jest dostępne bez zażycia środków psychoaktywnych. Romantyk mi się uaktywnił :). 

Byłam wczoraj na oficjałce Pewnego Towarzystwa Gargantuicznego, któremu przewodniczył mój ulubiony profesor. Prof wczoraj oddawał funkcję po dwóch owocnych (dla mnie zawodowo) kadencjach i należało oddać hołd i złożyć dary na ołtarzu jego medycznego geniuszu. Romantyk grawituje w tych kręgach, ponieważ, dzięki nim, jako i ja, zarabia na masło do chleba. 

Zleciały się zatem sępy, zażyć profowej chwały przy stoliku z cateringiem. Z cicha pęk Romantyk mi szepce do ucha: Musimy się spotkać. Może koktajl w czwartek? Myślałem o tobie dużo ostatnio...

O żesz Ty, pomyślałam sobie, takiś bratku amoroso rycerz? No dobra. Z uśmiechem na ustach udzieliłam pozwoleństwa, bo jak mnie adorują, to ja uważam, że postępują nad wyraz słusznie. Ale śmiech, jak cymbał brzmiący toczył mi się po okolicznosciach wątroby, albowiem:

1. Romantyk jest zawodowo zależny od P.

2. P., kiedy zauważył, że my z Romantykiem mamy się ku sobie "zainterweniował", a mianowicie oznajmił Romantykowi, że jestem zajęta przez niego -  stąd zachowanie Romantyka opisane TU

3. P. wczoraj poleciał do Stanów na grant, na dłużej

4. W głowie Romantyka najwyraźniej urodziła się myśl, że możnaby zagospodarować chodzącego luzem Berberysa.

Takich to mamy rycerzy teraz.. Chociaż, patrząc z wojskowej perspektywy (o której nie mam pojęcia;)) - poległ generał, ktoś musi konie prowadzić dalej do boju, nie?

My, na Kurpiach, mówimy na to płodozmian :). Tez dobrze ;)

 

07:19, czerwonyberberys
Link Komentarze (12) »
czwartek, 10 maja 2012
wiem, co jem

Wrobiła mnie!!!

Ta kobita mnie wrobiła: Zdrowiej Kucharka Zen

W udział w tej akcji mnie wrobiła:



To niech ma :):) W sumie to też część mojego pamiętniczka.

Zasady:
1. Napisz, kto Cię otagował i przedstaw zasady
2. Zamieść banner i odpowiedz na pytania
3. Otaguj kolejne 5 osób :)
 

Pytania:
1. Czy uważasz, że odżywiasz się zdrowo?
2. Czy zwracasz uwagę na skład produktów spożywczych? Jeśli tak, to jakich składników unikasz?
3. Jesz dużo owoców i warzyw?
4. Czy kiedykolwiek się odchudzałaś? Na jakiej diecie? Zamierzasz się odchudzać w przyszłości?
5. Czy czujesz się dobrze w swoim ciele?
6. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
7. Czy lubisz gotować?
8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
9. Czego nie możesz przełknąć a co mogłabyś jeść cały czas?
10.Ile posiłków jesz dziennie?
11.Wypijasz odpowiednią ilość wody? ( min. 8 szklanek dziennie) ?

Odpowiadam:

1. odżywiam się napadowo - czasem jak święta mniszka, czasem jak rozwiązła rospustnica i pijaczka - no to chyba jednak niezdrowo

2. oczywiście, że zwracam - unikam witamin z grupy E - E234, E567 i podobnych ;)))

3. mnóstwo

4. odchudzam się odkąd żyję. Z braku pomysłu na życie mym hobby stało się tycie. No to i odchudzać się muszę, to oczywista :)

5. Nie. Uważam, że mam piękny i potężny umysł, a moje ciało zostało mi przydzielone po to, by sprawdzić, czy łatwo mnie złamać

6. całe mnóstwo. Ale wino czerwone wytrawne jest jedyną potrawą, za którą dałabym się posiekać

7. w sumie tak, choć najlepiej mi się gotuje dla kogoś - gościom, kochankowi, przyjaciółce

8. chciałabym wyeliminować chleby, buły i makarony, bo od nich dupsko rośnie. A wprowadzić towary luksusowe - kawior o poranku w jedwabnej pościeli, szampan z truskawkami na obiad w prywatnym odrzutowcu i langustynki z Brunello na moim tarasie w Toskanii - wszystko to podane przez faceta, przy którym i tak bym nic nie przełknęła z wrażenia (oj tam.. nic.. coś bym tam jednak przełknęła ;))

9. śledzie są ohydne, a czereśnie nigdy mi się nie znudzą

10. czasem jeden - trwający od 8 do 20 :):) nie, no 5 jem (staram się)

11. piję 3 - 4 litry i Daria mówi, żebym się pukła w łeb

Na rozsiewanie łańcuchów żywieniowych skazuję :

Jadźkę moją

Darię Nowak, bo ona umie o jedzeniu

Hergon, bo tej kobity jestem zawsze ciekawa

Margę, bo suszę ząbki na to co wymyśli

Anię Marię Woźniak, bo ciekawe co ochrona zdrowia na to

15:33, czerwonyberberys
Link Komentarze (18) »
środa, 09 maja 2012
dzień pabiedy

Mamy zatem dzień zwycięstwa.. Z tej okazji, na wielkiej czerwonej kanapie (kolorek bardzo a propos) urządzam akademię ku czci.

Donoszę, iż zwyciężyłam nad:

1. żądzą mordu na własnym potomstwie za zrobienie popcornu w moim świętym garnku :)

2. chęcią pożarcia 2 litrów lodów Owoce leśne od Grycana

3. rozkoszną myślą o pierdyknięciu wszystkiego w cholerę i rozpoczęciu beztroskiego życia w charakterze wiejskiego głupka

4. włosem, który zaczął rosnąć w miejscu, w którym na pewno nie powinno go być

5. wrodzonym lenistwem poprzez przemotykowanie nordicwalkingowo 8 kilometrów

 

A że podczas boju straty muszą być, zatem odnotowuję:

1. dziecko pozostanie rozbestwione

2. brak lodów wzbudził myśl o pierdyknięciu w cholerę

3. kolejny rachunek za telefon zniweczył mój piękny plan pierdyknięcia

4. rozczarowanie pęsetą i konieczność zakupu nowej

5. pęcherz na lewym paluchu

Jakie wojenki, takie zwycięstwa :) A teraz dwa goździki, buzi buzi z pierwszym sekretarzem, czyli kotem moim Luljanem i do roboty :):)

06:14, czerwonyberberys
Link Komentarze (26) »
wtorek, 08 maja 2012
bigos, pizza, paella - czyli danie z tego, co się po chałupie wala

Serwuje Berberys Czerwony, ambiwalentny od rana, bo:

1. Spałam od 21.37 do 8.13 i boki mnie bolą od leżenia, a o 9 mam szkolenie (na szczęście jako uczestnik), na które nie mam szansy zdążyć - i to jest w gruncie rzeczy plus

2. Zrobiłam sobie moją kawkę świra. Pogrzałam w moim świętym garnku mleko do idealnej temperatury 40 stopni celcjuszowych, uchwyciłam idealną proporcję płynów i koloru, usiadłam do kompa i ... poczułam smak popcornu. Moje dziecko wczoraj ośmieliło się zbrukać święty garnek - to raz, ale co gorsza - przetarło święty garnek ręcznikiem papierowym i wstawiło do szafki,bo nie chciało jej się go myć, a wiedziała, że rano będę się drzeć, gdzie rondel. Hm... w sumie racja, jestem zbyt zaspana, żeby ją zabić, a kawa z popkornowym olejem nie nadaje się do budzenia ludzi. Morderstwo dziecka będzie musiało poczekać do popołudnia, bo chyba nie mam czasu.. - zdecydowany minus

3. Byłam wczoraj u ważnego klienta. Po buzi dupci z prezesem zostałam zesłana do jakiegoś operacyjnego dyrektora. O św. Tereso patronko dziewic... żebym była dziewicą, nie ustrzegłabyś mojego wianka, oj nie... Mówił do mnie człowiek, a ja kiwałam główką, ściskałam uda i myślałam... jakie piękne czekoladowe oczy.. jakie usta chłopaku, co ja bym ci zrobiła, a jakbym zanurzyła dłonie w te włosy, jakbym przyciągnęła do siebie, jakbym po tym płaskim brzuszku powędrowała w dół językiem w strategiczne miejsca... I tym sposobem pan dyrektor pewnie uznał, że mój cielęcy pysk świadczy o postepującym kretynizmie. Oh... gdybyż wiedział.. ale najpierw umowa, może potem mu powiem ;) - w sumie plus :)

4. Nikt mi już konwalii nie wręcza.. A El mi swoimi takiego smaku narobiła.. Ostatnie dostałam w 2008 roku przy bazylice, znienacka... a drugi bukiecik dla Córexa. Ja nie wiem.. czy nikt nie dostrzega jaka jestem subtelna, romantyczna i ogólnie zajebista? Chyba minus. Ale sama nie wiem.

A teraz pędzę przybrać ludzką postać i może jeszcze zdążę na drugi moduł.. 

08:53, czerwonyberberys
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 07 maja 2012
gdyby nie ten blog..

"Gdyby nie ten blog, nie wiedziałabym co u ciebie" - usłyszałam po raz kolejny. 

Jakoś tak właśnie mam, że im mi trudniej, tym mniej o tym mówię.

A czy stąd można się dowiedzieć co u mnie? Hm.. coraz mniej...

06:02, czerwonyberberys
Link Komentarze (22) »
niedziela, 06 maja 2012
jestem z Archeo

Tak sobie myślę o najdłuższej majówce wszechświata i nasuwają mi się mocno kontrastowe obrazy  - moja Rodzina (spotkaliśmy się wszyscy u Rodziców) i goście. Rodzice, my, nasze dzieci. Wszyscy w słońcu i ja w cieniu. Nasze lenistwo i krzątanina Mamy. 

Obiad. Jedliśmy na tarasie. Nakryty białym obrusem stół, rustykalne misy, pierogi ruskie i 2 hektolitry sałaty. My - ubrani do obiadu, goście w strojach kąpielowych. Konsternacja. 

Ognisko. Moi bracia - dżinsy, t-shirty, sweter. Goście - różowe/żółte bermudy, japonki, obowiązkowe udrapowane paszminy na męskich szyjach, okulary przeciwsłoneczne na oczach (??). Bracia dyskutujący spokojnym tonem o majowym i sierpniowym niebie, o przyszłości, natomiast goście z emfazą i dziwnym, jak na dorosłych mężczyzn, dyszkantem o reklamach i centrach handlowych.

Przyroda. My zasłuchani w rój pszczół pracujący tak intensywnie, że olbrzymia, stara grusza drżała jak w przyśpieszonym filmie. Szum jeziora, ptaszyska nawołujące się miłośnie. Goście - muzyka z iPhonów odtwarzana bez słuchawek, kakofonia metalicznych dźwięków z trzech urządzeń jednocześnie (bezskutecznie prosiłam o wyłączenie, w końcu wyłączałam sama). 

Wschód i zachód. Wczoraj i dziś. Tylko słońce nieodmiennie podnoszące libido.

"No wiesz! nasza cywilizacja zawaliła się w gruzy, a tobie tylko dupy w głowie!" ;))

PS. Goście przybyli bez zapowiedzi, rezydowali w pobliskim Augustowie i wpadli sprawdzić, czy jesteśmy :)

09:47, czerwonyberberys
Link Komentarze (21) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24